Uncategorized

Idą zmiany

Ten wpis będzie inny. Nie będzie tym razem wskazówek dla Dziergaczy, ale będzie o tym, co mi w duszy gra, co wreszcie, mimo tego, że cały czas miałam pod nosem, zauważyłam i o tym, jakie to zmiany niesie za sobą.

Opowiadałam też o tym na lajwie, więc jeśli wolisz słuchać niż czytać – zapraszam 🙂

A jeśli wolisz czytać – to zacznę od początku.

Już ponad rok temu zaczęłam malować. To znaczy malowałam zdecydowanie dużo wcześniej, ale na wiosnę 2023 roku postanowiłam zacząć mocno dzielić się tą moją drogą ze światem. To było wtedy, kiedy złamałam palca i musiałam robótki odłożyć na długi czas na bok. Musiałam po prostu wypełnić czymś pustkę. Tak powstała marka Anna Marczewska Art (www.AnnaMarczewskaArt.pl)
A teraz przyszedł moment, kiedy poczułam, że potrzebuję poszukać połączenia pomiędzy tymi moimi dwoma światami, ponieważ gdzieś w głębi duszy czuję od dawna, że one się w jakiś sposób łączą…

Aby pójść dalej musze tu też pokrótce odpowiedzieć na pytanie: Po co to robię? Po cow ogóle prowadzę Szkołę Rękodzieła za Miastem?  A odpowiedź zacznę od tego, że nauczanie mam po prostu we krwi.
Od dziecka chciałam być nauczycielką, bawiłam się w szkołę, z zeszytów robiłam dzienniki, stawiałam stopnie i wykładałam ;). I tak się stało. Po skończeniu studiów nauczycielką zostałam i pracowałam przez kilkanaście lat w gimnazjum.
Zanim to nastąpiło wprawiałam się już jako instruktorka harcerstwa, prowadziłam drużynę i uczyłam młodych adeptów żeglowania, przygotowując ich do egzaminów na patenty żeglarskie.
No a teraz założyłam Szkołę Rękodzieła, ponieważ po odejściu z etatu w szkole bardzo mi nauczania brakowało.

To ja z moimi Ananasami <3

Niecałe pół roku temu postanowiłam zrobić sobie kosmogram, czyli mój urodzeniowy horoskop. Robiłam go u cudownej astrolożki Sabiny (https://youtube.com/@gwiazdy.sny.wizje.?si=aOX-FwwonvZkmaZE)
i okazało się, że nauczanie jest moją ścieżką życiową i zadaniową zapisaną w gwiazdach przy moim urodzeniu. Po takim odkryciu już nawet nie myślę o tym, żeby z nauczania rezygnować :).


Ale potrzebuję też malować. Moim mottem życiowym jest stwierdzenie, że wszystko jest po coś i że nic nie dzieje się bez przyczyny. Po coś więc ten palec złamałam ;). Oddając się malowaniu całkiem niedawno zrozumiałam, że każdy z nas ma w sobie potrzebę tworzenia, kreowania, wyrażania się przez twórczość.
I to mogą być różne rodzaje twórczości: dzierganie, malowanie, pisarstwo, komponowanie, układanie bukietów, pieczenie i ozdabianie ciast… Co komu w duszy gra.
A ja doszłam do wniosku, że chcę w takim procesie twórczym pomagać. Dlatego chcę się tu, w Szkole Rękodzieła za Miastem, skupiać przede wszystkim na przekazywaniu podstaw, aby ten, kto się ich nauczył mógł być twórcą, a nie tylko odtwórcą.

I żeby nie było wątpliwości – nie mam nic do odtwarzania – ono też może przynosić wiele satysfakcji i przede wszystkim pokazać, czy w dane tematy warto iść i uczyć się ich całościowo. Podam tu przykład – nie wiesz, czy szydełko jest dla Ciebie. Korzystasz z mojego prostego kursu, na którym robisz szydełkowego kwiatka (przy okazji podrzucam link – klik) i stwierdzasz, że szydełko nie jest dla Ciebie, ale cieszysz się gotowym, własnoręcznie wykonanym kwiatkiem i dalej poszukujesz swojej kreatywnej drogi, albo wręcz przeciwnie – szydełko Cię zachwyca i chcesz na tyle je zrozumieć, że sięgasz do podstaw, które dadzą Ci nieograniczone pole działania.

Ja chcę właśnie dawać innym takie podstawy, które dadzą im wolność tworzenia i wyrażania siebie.

I tak naprawdę gdzieś to już wewnętrznie czułam od dawna, bo przecież o tym kreowaniu już w którymś lajwie mówiłam, no i zaczęłam też przecież jakiś czas temu nagrywanie kursu ZROZUMIEĆ SZYDEŁKO, ale dopiero teraz to wszystko mi się w głowie zaczyna układać.


Czy ta moja droga prócz nauczania ma być też ścieżką terapeutyczną?

Czuję, że może tak być, choć nie mam ku temu wykształcenia – ani nie jestem coachem, ani psychologiem, ale znów przychodzi tutaj to wewnętrzne czucie, że mogę być dopełnieniem do terapii prowadzonej przez innych.
Przecież dzierganie może być medytacją, malowanie może być medytacją, każde działanie, które powoduje, że głowa nam się uspokaja jest medytacją. A ja, jeśli dam innym podstawy do takiego tworzenia, to mogę ich jednocześnie wesprzeć na terapeutycznej drodze.

Tutaj przypomina mi się fragment książki Natalii de Barbaro, który wywarł na mnie ogromne wrażenie, własnie dlatego,mże podprogowo wyzwolił we mnie to, co cały czas było we mnie głęboko ukryte. Wtedy zrobił tylko wrażenie, dziś wiem, że był drogowskazem.

Książka o której mówię to „Przędza” i każdemu ją bardzo polecam, zresztą tak, jak wszystkie książki Pani Natalii.

W tym moim fragmencie autorka trafiła do krakowskiej pracowni tkackiej na indywidualne zajęcia. Jednak zanim się one rozpoczęły usłyszała pytanie, czy chce szlifować warsztat tkacki, czy może potrzebuje jednak w tym tkaniu popłynąć tam, gdzie wiedzie ją dusza.
Wybrała to drugie, bo czuła, że właśnie w tym momencie potrzebuje aktu tworzenia i rozbudzania swojej kreatywności.

I właśnie to tak bardzo do mnie przemówiło – jeśli pokażę Ci podstawy, jeśli zrozumiesz na czym dana technika polega, otworzę Ci drogę do Twojej kreatywności, do Twojego tworzenia. Obudzę w Tobie artystę.
Artystę, który dostał technikę a teraz może tworzyć, medytować, rozwijać się i wzrastać. Czyż to nie jest cudowny wkład w samorozwój, samozrozumienie i zarazem dopełnienie terapii?

Och jakież miałam fantazje na temat własnej pracowni przy czytaniu tego fragmentu. Jak bardzo marzyłam, żeby stworzyć takie miejsce, gdzie masz przestrzeń i materiały i samodzielnie możesz tkać nici swojego życia…
Na razie pracownia pozostaje w sferze marzeń, ale na szczęście podstawy mogę Ci przekazywać online.


W tym moim drugim, malarskim świecie też, jak się okazało, moje myśli zmierzają dotego, o czym pisałam wyżej. I też dopiero teraz do tego doszłam.
Zaczynałam tam od malowania mandali. To podszepnęła mi intuicja i to jeszcze przed złamaniem palca. Ten poleciał dosłownie tydzień później… Jeśli Cię te początki ciekawią, to odsyłam Cię do blogowego artykułu na ten temat. Znajdziesz go tutaj – klik.
Ale po pewnym czasie, teraz to już wiem, ego wzięło górę nad intuicją i zaczęłam tak kombinować, że zamiast pójść prostą ścieżką, która od początku, jak się teraz okazuje, prowadziła mnie do tego, co wewnętrznie czułam, czyli do terapeutycznego podejścia do sztuki, to zaczęłam kombinować z jakimś obłędnie trudnym labiryntem, który wyprowadził mnie na zupełnie inny koniec świata.
No ale wszystko jest po coś. I też dzięki temu zrozumiałam, jaka ta moja droga jest i którą ścieżką mam iść.

W tej chwili znów czuję potrzebę i chęć malowania grafik ze zwierzętami mocy, symbolami, hasłami motywacyjnymi – a to też może w terapiach pomagać – czasem takie symbole, totemy, amulety czy hasła są dla nas bardzo budujące.
I też z ogromną ciekawością w tematykę symboli się zagłębiam.

Ale również mam ochotę zrobić kurs malowania mandali czy uprawnienia nauczyciela Vedic art, czyli malowania intuicyjnego, bo opowiadałam już Wam kiedyś – ja jestem osobą, która jeśli ma coś puszczać dalej w świat, musi to umieć. Nie odważyłabym się nauczania tak ważnej metody bez kursu, bo mogłabym komuś wyrządzić wielką krzywdę. Zwłaszcza, kiedy się pracuje z żywym człowiekiem. Bo pół biedy, kiedy nauczę Cię źle przerabiać oczka (oczywiście tego nie zrobię, jestem profesjonalistką), to żadna krzywda się nikomu nie stanie, no ale praca terapeutyczna żle poprowadzona, może doprowadzić do fatalnych skutków… Ale ja lubię inwestować w siebie, w swoją wiedzę i w swoje umiejętności, więc zrobienie takich uprawnień to dla mnie nie lada gratka.

I tu znów wchodzi marzenie o własnym miejscu na pracownię ;).


I właśnie kiedy tak rozmyślałam o tym wszystkim, pojawił się wreszcie w mojej głowie punkt styczny łączący oba moje światy, od którego zaczęłam ten wpis. Teraz widzę sens połączenia i wprowadzenia większego zróżnicowania tutaj – w Szkole Rękodzieła za Miastem. Dołączenia kursów malarskich a może i z czasem jeszcze innych… Po to aby spełnić się jako nauczycielka i jako ta osoba, która Was wspiera.

Tak nawet miało być od samego początku, znowu ta intuicja wskazująca mi ścieżkę, którą ja ignoruję i pakuję się w labirynt. Od samego początku bowiem chciałam stworzyć szkołę z różnymi technikami, zapraszać do współpracy innych artystów, którzy dawaliby Wam coraz szersze możliwości rozwoju.
Teraz już z tego labiryntu wracam, ale trochę to potrwa…

No to może wreszcie teraz trochę o najbliższych zmianach...

  • trzeba będzie pożegnać się z #szefowąwłóczek, bo już nie samymi włóczkami będziemy za jakiś czas żyć,
  • zmienić logo, bo znów – włóczka nie będzie do nowej odsłony pasować,
  • zmienić całą narrację,
  • nawet zastanawiam się nad zmianą nazwy, choć tego bardzo nie chciałabym robić. W trakcie lajwa doszło do mnie, że taką nazwę podyktowała mi na początku intuicja i być może za bardzo znów chcę się pchać do labiryntu… W każdym razie na ten moment wiem, że zrobię wszystko, aby ta nazwa została i nie gryzła się z kontentem,
  • bardziej będę skupiać się na podstawach niż na gotowcach, choć na razie i gotowce nadal będą się pojawiać. Ale na pewno nie chcę być tylko kolejną tą, z którą zrobisz swój pierwszy sweterek albo która pokaże Ci jak zrobić łańcuszek na szydełku, a o resztę martw się sam/a. Nie – dlatego, że czuję w tym wszystkim, w tej całej mojej drodze głębszy sens i powołanie.

Mam nadzieję że zostaniecie ze mną i będziecie czerpać radość z tworzenia. Ciekawa jestem też, co sądzicie o tym wszystkim, ja czujecie te nadchodzące zmiany, czy do Was przemawiają. Czekam więc na Wasze komentarze.

No i zapraszam też oczywiście do tego mojego równoległego świata, które jest takim skromnym vlogiem artystki z lasu. Znajdziesz je w mediach społecznościowych pod nazwą Anna Marczewska Art.

A teraz już kończę, dziękując Wam za to, że poświęciliście mi swój czas i życzę Wam z całego mojego serca, żebyście odkryli w sobie artystę.

Mania – póki co jeszcze #szefowawłóczek 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *